Do zobaczenia, Aniu...

Najpierw jest cisza. Człowiek wstrzymuje oddech, a bliskim serce bić przestaje. Niby wiedzieli, ale przecież nigdy nie wiesz do końca, czy nie stanie się cud. Jeśli nawet wiedzieli, to czy rozumieli? Czy w ogóle mozna zrozumieć sens, gdy umiera 36-letnia kobieta, matka trójki dzieci? Mi osobiście nie pomaga żadna religia ani filozofia. Śmierć matki (podobnie jak dziecka) przekracza moje wszystkie zdolności rozumienia.

Czasami ktoś pyta, kiedy jest „najgorszy“ moment utraty rodzica w kontekście dzieci. Chciałabym powiedzieć: każdy, bo obserwuję 40-latków, którym umiera rodzic, a płaczą jak małe dzieci. Gdybym spróbowała jednak odpowiedzieć to chyba dzieci w wieku szkolnym. Maluchy po śmierci rodzica cierpią, ale szybciej zapominają; nastolatki wspierają się rówieśnikami i swoim intymnym światem, dzieci szkolne są chyba w najgorszym momencie. Gdy rozumieją już, że jak ktoś odchodzi, to nie wróci (niestety), a jednocześnie potwornie nas potrzebują, bo wypełniamy ich świat po brzegi. My, Rodzice.



Matka to matka. Chyba najważniejszy filar życia, prawda? Jeśli mocny i stabilny, to to życie najczęściej lepiej się układa, my zdrowsi, nasze relacje z innymi bardziej stabilne. Antoni Kępiński napisał kiedyś, że „koloryt naszego świata wywodzi się od matki“.

Nasze światy są więc niebieskie, zielone, różowe, wzorzyste, w kropki lub kratkę; kiedy matka odchodzi świat staje się na długi czas czarny, brązowy, potem szary. To, co wymyśliła natura- traci sens, traci więc swój kolor. Kolor pełen nadziei. W psychologii mówimy, że są zdarzenia punktualne i niepunktualne. Człowiekowi towarzyszy harmonia, gdy to, co go spotyka dzieje się według tego rytmu. Punktualnie się rodzi, punktualnie zaczyna mówić, wstaje, idzie do przedszkola, szkoły, zakochuje się, odchodzi. W każdym tym punktualnym zdarzeniu towarzyszy mu matka. Jest blisko lub dalej, ale jest. Śmierć matki powoduje, że inne zdarzenia zaczynają się spóźniać. Dziecku nie chce się mówić, nie chce wstawać, nie chce odchodzić. Zaburza cały rozwój.

Potrzebna jest więc nadzieja, by przywrócić dziecko do życia. A nadzieja to inni ludzie. Najbliżsi, bliscy, dalsi. Ci, którzy stworzą sztuczne ramy normalności, by świat się nie zawalił jeszcze bardziej niż się zawalił. Myślę o dzieciach Ani Przybylskiej i o Niej. Jak matka w podobnym wieku i z dziećmi podobnymi do Jej. Chyba dziś wszystkie matki tak myślimy i tak czujemy.

Na szczęście człowiek z natury chce być szczęśliwy, dąży do rozwoju pomimo tego, co go spotyka. Znam dzieci, które mocne i silne idą dalej. Kochają swojego Tatę, Babcie i innych dorosłych. Kochają się wzajemnie. Wyrastają na kochających dorosłych, także dzięki temu, że matki pozostają w nich na zawsze. Jako obiekt pierwszej miłości. Jako nieuświadomiona zdolność kochania. Jako intuicyjne poczucie bezpieczeństwa.

Są po prostu częścią nich. Myślę o Tobie, Aniu cały czas i wiem, że spotkam Cię nie tylko w filmach, które pozostaną, ale w Twoich dzieciach.

Do zobaczenia. R.I.P
Trwa ładowanie komentarzy...