O autorze
Psycholog dziecięcy i rodzinny, psychoterapeuta. Wykładowca w Strefie Młodzieży SWPS. Redaktor Naczelna magazynu dla rodziców "Gaga".

O życiu zamiast o śmierci

Święto Zmarłych, Dzień Zaduszny... W ostatnich dniach sporo mówimy o tych, którzy odeszli, tymczasem jak myślę o tym, jak wielu „umarłych“ jest wśród nas...

Jadę wczoraj samochodem na groby. 300 km. Przy drodze starszy pan prowadzi pijanego syna. Nieraz już tak szli, staruszek ma pewne ruchy i zaciętą twarz, a młody, choć już nie tak młody, ufnie zawiesza się na jego ramieniu. Pijany w cztery litery. Żyje? Czy tylko w przerwach między pijackim ciągiem?
Pani X. Żona Pana X i kochanka Pana Y. Od pięciu lat nie wie, gdzie się obudzi. Miesza jej się hotel z własną sypialnią. Chciałaby odejść, ale ma kredyt, dziecko i lęk silniejszy niż miłość. Mąż mówi do niej powiedzmy „Anno“, kochanek „Aniu“. Anna i Ania to jedna (żyjąca?) kobieta.
A Michałowi nic się nie chce. Wstaje, bo musi. Pracuje, bo musi. Je, bo trzeba. Nawet nie wie, który to był moment, kiedy kompletnie przestało mu się chcieć. Żyć.



Czytam w jednym z tygodników rozmowę z profesorem Tadeuszem Gadaczem , który mówi o życiu językiem filozofii: zdarzenie. Życie jest zdarzeniem, które za wszelką cenę chcemy zracjonalizować, bo jak żyć, mając świadomość, że to tylko zdarzenie? Czyniąc to zdarzeniem jak najbardziej przewidywalnym? Hmm, to raczej niemożliwe. Zabawnym? Nie zawsze jest nam do śmiechu. Najlepszym? Ale co to znaczy? Może więc świadomym?

Profesor mówi, że świadomość (końca) daje nam szansę zarządzania własnym życiem w jej ograniczoności. Pewnie tak. Zastanawiam się, co musi mieć w sobie człowiek, by dobrze nim zarządząć? By ŻYĆ? Z psychologii rozwojowej jedno pojęcie przychodzi mi do głowy: nadzieja podstawowa. Mechanizm psychologiczny, który wiąże się z przekonaniem, że świat jest sensowny, uporządkowany i nam przyjazny. Zaufanie, które zyskujemy w relacji pierwotnej, z rodzicami, a potem przekładamy na związek z całym światem.
Jesteśmy pełni nadziei, albo (bez)nadziei.

To daje nam siłę w mocowaniu się z życiem. Choć niestety niektórzy odpuszczają. Ich nadzieja wygasa wraz z ilością przeżyć. Przestają wierzyć, a zaczynają żyć w swoim zdarzeniu w minimalnej świadomości. Mówią „to dla mnie za trudne“ i pstryk. Wyłączają się. Na długo lub na zawsze. Spotykają czasami kogoś, kto chce przywrócić ich do życia. To strasznie trudne. Nie-życie ma też swoje pozytywy. Nie boli.

Wczoraj i dziś widziałam mnóstwo pięknych grobów. Widziałam palące się znicze i kwiaty, łzy i powagę wobec śmierci.

Cały czas jednak myślałam o zdarzeniu, jakim jest życie. O radości i nadziei. Profesor ma rację „śmierć powinna uczyć nas o życiu, a nie o odchodzeniu“. Dodałabym, że śmierć powinna niektórych do życia przywracać.
Trwa ładowanie komentarzy...